RSS
piątek, 26 lutego 2010
Sól morska
Miała być już napisana notka, miało być cudownie, ale życie zawsze sypnie solą w oczy. Musiałem męczyć się, harować jak wół, wymyślając ślicznego nicka, który nie byłby zajęty. Syzyfowa praca. "Biały wilk" zajęty jest we wszystkich językach świata, a po szwedzku to nawet "las pierwotny" jest zarezerwowany. Załamawszy ręce, wybrałem ksywkę halvssalt (szw. sól morska) i jest mi z tym dobrze. Jeszcze lepiej jest mi z tym, że uwolniony z redaktorskich pęt (bloga założyłem, żeby stworzyć ujście dla tekstów, które wcześniej wylądowałyby w szkolnej gazetce "InterVerbis", gdyby nie to, że koło redakcyjne złapało metaforycznie gumę) mógłbym napisać Żeszów, Żeszuw, a nawet Żeszuf, gdyby tylko moja dósza tego zapragnęła. E-stawszy się więc, zamieszczam tekst, napisany z przeznaczeniem dla Futrzaka (patron ex-działu humorystycznego), który teraz jest pewnie w futrzakowym piekle.